Mroźny zimowy poranek

Słońce skrzy się na płatkach śniegu, tramwaje ciszej niż zwykle suną po szynach, zaspani mieszkańcy Krakowa … a teraz na serio – jest 16 stycznia, sobota, samo południe, już wszyscy są gotowi i jest też ona – Adele Joel. Drobniutka osóbka, wita się ze wszystkimi uśmiechem. Beata Kędzia-Sowa oficjalnie otwiera warsztaty, wita Adele i uczestników w imieniu My Tap, gospodarza wydarzenia i już za moment zadzieje się magia.

Klucz do sukcesu jest prosty – kilka łatwych kroków w nieprzewidywalnych połączeniach, parę uderzeń w nieoczywistym rytmie, dzięki czemu patrzy się na stepowanie inaczej, na nowo go doświadcza. Wszystko z uśmiechem, dowcipem, skupieniem, wsłuchaniem w potrzeby i oczekiwania grupy. Kilka ćwiczeń indywidualnych, poprawianie techniki, stawianie poprzeczki wyżej i wyżej, a w końcu improwizacja, nawet w grupie początkującej, bo o to chodzi w tańcu, żeby nie trzymać się ściśle choreografii, tylko tańczyć to, co w duszy gra.

Jest wszystko: teoria, historia stepu, technika, kreatywność i wytężona praca do popołudnia, bo wieczorem Tap Jam w PiecArcie na Szewskiej. Punktualnie o 20:00 salka w klubie zapełnia się amatorami stepowania. Na scenie muzycy z zespołu „Klub 5 lipca” i zaczynamy pokazy. Szkoła My Tap, jako gospodarz przygotowała uroczy występ, pojawiły się też tancerki ze studia tańca jazzowego Tam Tan i oczywiście, gwiazda wieczoru – Adele Joel. Nie mogło zabraknąć też wspólnego jamowania zakończonego grupowym Shim-Shamem. Zresztą ten stanowił punkt obowiązkowy każdych zajęć kolejnego dnia, ale przecież jeszcze jesteśmy w PiecArcie, gdzie przy napojach różnych w języku Sheakspeare’a rozprawiamy o tańcu, muzyce, fascynacji stepowaniem, o życiu… W końcu zmęczenie bierze górę, a właściwie rozsądek, bo przecież jutro trzeba wstać na kolejną porcję wrażeń.

Jest 17 stycznia, niedziela, godzina 11:00, wszyscy są lekko zmęczeni, ale gotowi na poznawanie nowych kroków i technik. Rozgrzewka, przypomnienie elementów z dnia poprzedniego i wchodzimy na pełne obroty. Więcej układów, które mamy schować do kieszeni i doskonalić je później. Nowy krok i kolejny, i kolejny. Znowu poziom trudności rośnie, poprzeczka wędruje jeszcze wyżej, ale tego właśnie chcemy. Znowu każdy ma szansę posłuchać siebie, każdy ma szansę poimprowizować i na koniec wszystkich zajęć wspólny Shim Sham.

Czy warto było przyjechać? Jasne! Adele znakomicie odczytuje potrzeby grupy, ale też nie pozwala iść na łatwiznę, w końcu nie po to przyjechaliśmy do Krakowa. Pokazuje, że nie trzeba być wirtuozem podkutego obuwia, żeby robić dobrą muzykę sobą. Wystarczy podejść nieszablonowo, przesunąć akcent, pobawić się rytmem czy sekwencją prostych kroków, dodać do tego technikę i mamy piękną dawkę stepu. Mamy nadzieję, że Adele do nas wróci z kolejnymi warsztatami. Obiecała to nam.

autor: Katarzyna Krych, Tap Dance Club Katowice